Wyprawa w Bieszczady
Treść
W dniu 12 czerwca 36 osobowa grupa uczniów z klas V-VIII wraz z opiekunami rzuciła wszystko i wyruszyła w Bieszczady. To była wycieczka inna niż wszystkie, idealny pomysł na oderwanie się od codzienności, bliski kontakt z naturą i naładowanie baterii (wcześniej rozładowanych).…ale po kolei. Od samego rana nie było łatwo - wczesna pobudka, kilka godzin podróży autokarem w ciągłym deszczu na szczęście wypełniona ciekawymi opowieściami Pani przewodnik o historii i kulturze Bieszczad.
Wreszcie jesteśmy na miejscu…magiczna i tajemnicza kraina, położona gdzieś na końcu Polski, pod ukraińską granicą, gdzie diabeł mówi dobranoc, niezmiennie przyciągająca pasjonatów górskich wędrówek.
Około 10.30 pod opieką Pani przewodnik oraz nauczycieli pełni niepewności wychodzimy na szeroki wiodący przez las żółty szlak. Deszcz na szczęście ustaje ale jest parno i grząsko. Po ciężkim około godzinnym podejściu i chwilach zwątpienia przekraczamy granicę lasu i naszym oczom ukazują się połoniny a w oddali Chatka Puchatka - schowane lekko w chmurach słynne schronisko na Połoninie Wetlińskiej. Docieramy do niego po kilkunastu minutach mijając m.in. malowniczy wypas koni. Przerwa na jedzenie, picie, kilka zdjęć i wyruszamy w dalszą – długą wędrówkę wiodącą czerwonym Głównym Szlakiem Beskidzkim. Kilka kilometrów granią połoniny (połoniny występują tylko w Bieszczadach i są to jedyne góry w Polsce, na których zamiast lasu świerkowego rozpościerają się rozległe łąk), poprzez Osadzki Wierch (najwyższy dostępny szlakiem szczyt Połoniny Wetlińskiej) podziwiając malownicze, spektakularne widoki docieramy do Przełęczy Orłowicza. Nasz niemal 10 km trud został nagrodzony niespodziewaną poprawą pogody. Słońce towarzyszyło nam już do końca wędrówki a więc zejścia do wsi Wetlina.
Młodzi wędrowcy cali, zdrowi, pełni satysfakcji po przejściu kilkunastu kilometrów mogli być z siebie dumni. Kilka wywrotek na błocie i ubrudzone obuwie nie zepsuły nikomu humoru, wręcz przeciwnie. Co niektórzy na kolejną wędrówkę zaopatrzą się zapewne w lepsze obuwie i kurtki przeciwdeszczowe gdyż w górach pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie. Tak medialnych ostatnio niedźwiadków na szczęście nie spotkaliśmy (podobno musiały by być ślepe i głuche aby znaleźć się na gwarnym, zatłoczonym szlaku).
Ponoć w Bieszczady przyjeżdża się raz, a potem już się tylko wraca…zobaczymy.